
Temat:
:(

Naskrobałam to: 2006-04-06

O godzinie: 11:43:59
skomentuj(2)

Nota by:
Hmmm a może czas tego bloga się poprostu skończył? Jakoś nie mogę nie zebrac i napisac porządnej notki :( Nie wiem czemu... Może z tego wyrosłam? A może nie.... Trzymajcie za mnie kciuki może jeszcze wrócę...

Temat:
Sylwester/Nowy rok

Naskrobałam to: 2006-01-01

O godzinie: 00:41:55
skomentuj(5)

Nota by:
Mamy Nowy Rok. Już 2006! Czas szybko leci… Pewnie większość osób bawi się teraz na jakiejś super imprezie (mam nadzieję, że naprawdę zajebiście się bawicie), ale niestety ja muszę siedzieć w tę noc w domu z bratem i babcią. Wróciłam z dworu (byłam z Michałem przed domem kilka petard wystrzelić) i popijam sobie szampana (wasze zdrowie!) Wspominam sobie mojego jedynego naprawdę udanego Sylwestra:) Odbył się on w zeszłym roku. Jak ktoś nie wie lub nie pamięta o co chodzi to niech przeczyta tu macie link:)
KLIK
W takim razie chcę wam złożyć najserdeczniejsze życzenia z okazji Nowego Roku:) Oby był 2 razy lepszy niż poprzedni:) I jak to powiedział przed chwilką mój brat: „Mamy już nowy rok! Beka!” Jeszcze raz chcę wam życzy wszystkiego Dobrego! Buziaki:*:*:*

Temat:
¡Feliz Navidad y prospero Año Nuevo! :)

Naskrobałam to: 2005-12-24

O godzinie: 12:44:21
skomentuj(6)

Nota by:
No więc jak widać powracam do prowadzenia bloga:) Ta notka może nie będzie zbyt treściwa ale za to w tej właśnie notce chce złożyć wam wszystkim najserdeczniejsze życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia (Feliz Navidad). W domu wczoraj ubieraliśmy choinkę:) Oczywiście jak zwykle musiałam stłuc jakąś bombkę:P Przedwczorajsza wigilia klasowa też świetnie się udała:) Dostałam śpiewającego bałwana, świeczkę i słodycze:P Kuba był Mikołajem i każdego po kolei brał na kolanka:P Nie każdy chciał ale nikt nie miał nic do gadania:) Tylko nasza wychowawczyni nie dała się przekonać do siadania Kubie na kolana:P Jak dzieliliśmy się opłatkiem każdego pocałowałam w policzek (a co!) Ciekawe zyczenia dostałam od kolegi Roberta:P Życzył mi super chłopaka albo dziewczyny (jak wolę). Oczywiście nie trudno się domyśleć kto grał kolędy na flecie…xD No dobra czas kończyć tę świąteczną notkę:) Jeszcze raz składam wam hiszpańskie życzenia ¡Feliz Navidad y prospero Año Nuevo! a oprócz tego mnóstwo gwiazdkowych prezentów:*
P.s wracam również do komentowania waszych blogów :)

Temat:
Takie tam…

Naskrobałam to: 2005-10-23

O godzinie: 20:39:45
skomentuj(5)

Nota by:
Jakoś tak chodzi mi głowie zmiana szablonu. Inspirują mnie ostatnio kolory zielony i fioletowy. I pewnie zrobię sobie szablon właśnie w jednym z tych kolorków. Może mi podpowiecie? A może mam w ogóle nie zmieniać? Zobaczę jeszcze. Wreszcie mam poważną motywację do nauki. Jako że moja klasa jest sponsorowana przez Królestwo Hiszpanii Wszyscy, którzy będą mieli na koniec roku świadectwo z wyróżnieniem dostaną stypendium w wysokości 600 euro (!) A kilka osób, które będą mieli najlepsze wyniki w nauce pojadą na dwa tygodnie do Hiszpanii. Ja raczej nie będę w tych NAJlepszych, ale może uda mi się zdobyć pasek. Już wiem, na co bym to 600 euro przeznaczyła. Oczywiście na moją, wymażoną wycieczkę do Stanów Zjednoczonych. Mój chrzestny mieszka koło Los Angeles, więc kwestia jego zgody. Rozmawiałam o tym z rodzicami i uznali, że to jest dobry pomysł. Jeżeli na przełomie kwietnia i maja moje oceny będą na tyle dobre abym miała szanse na pasek to rodzice złożą wniosek o wizę dla mnie. Jak nie no to niestety nie. Jednym słowem czeka mnie ciężki rok. Poza tym to w liceum wszystko ok w muzycznej też wszystko dobrze. Jutro mam pierwsze badanie w poradni psychologicznej. Zobaczymy, co mnie tam czeka. Pozdro dla wszystkich, co czasem tutaj wpadają i komentują. Wielka BUŹKA dla was:*
P.s Dzisiaj tak trochę krótko. Mam nadzieję, że wybaczycie:)

Temat:
Tyle wspomnień…

Naskrobałam to: 2005-10-09

O godzinie: 20:20:39
skomentuj(5)

Nota by:
Naprawdę nie wiem co mnie naszło żeby napisać taką notkę ale muszę to z siebie wyrzucić. Ostatnio żyję tylko wspomnieniami z dzieciństwa itd. Pamiętam dokładnie kilka rzeczy z mojego przedszkola np. chciałam namalować sygnalizator świetlny a wyszło mi kilkanaście kółeczek w kolorach czerwonym i żółtym. Pamiętam jak przyszłam rano pierwsza i pozamieniałam talerzyki i kubeczki tak żeby przy moim miejscu był cały komplet z truskawką. Bardzo mi się on podobał. W moim przedszkolu były 3 grupy (maluchy, średniaki i starszaki) Pierwszy rok zleciał bardzo przyjemnie. Drugi rok w przedszkolu byłam cały czas w maluchach. Wtedy zaczęła się moja choroba:( Przynajmniej raz w miesiącu byłam chora na zapalenie oskrzeli lub anginę. Moi rodzice już nie mieli sił aby co chwilę ze mną chodzić po lekarzach. W sumie w tamtym roku więcej mnie nie było niż byłam w przedszkolu. Praktycznie kiedy tylko zaczęłam kaszleć z góry mama wiedziała że skończy się to zapaleniem oskrzeli albo anginą. Wtedy rodzice jeszcze nie wiedzieli że jestem chora na astmę. Od małego mam na prawie wszystko alergię. Jako czterolatka głównie siedziałam w domu. Kolejny rok w przedszkolu to już była porażka. Byłam tylko na rozpoczęciu i zakończeniu roku. Przez pozostałe dni byłam praktycznie chora. Kolejny rok przesiedziany w domu. Czasem mama wzięła mnie na spacer do parku abym mogła być chociaż przez parę godzin na dworzu. W wakacje między średniakami a starszakami pojechaliśmy z rodzicami i z Michałem do Krynicy Górskiej. Nie przywiozłam stamtąd najlepszych wspomnień:( Rodzice schowali się przede mną i Michałem a ja tak się przestraszyłam że od tamtej pory przez 5 lat bałam się zostawać gdziekolwiek sama bez mamy albo taty. Kiedy mama zaprowadziła mnie na rozpoczęcie roku dla mnie już ostatniej grupy w przedszkolu, nie chciałam tam zostać. Bałam się że mama mnie tam zostawi i już nie wróci. Siedziałam w kącie Sali i płakałam że chcę do mamy. Nie pomagały tłumaczenia wychowawczyni że mama za parę godzin po mnie przyjedzie. Bałam się. W końcu zaczęłam się bawić z innymi dziećmi i jakoś przez kilka dni przyzwyczaiłam się do tego że przez parę godzin w dniu nie jestem z mamą. Niestety też bardzo często opuszczałam zajęcia w przedszkolu z powodu ciągłych chorób. Byłam zła bo nie mogłam wziąć udziału w żadnym przedstawieniu z powodu ciągłych chorób. Nawet na uroczyste zakończenie edukacji w przedszkolu nie byłam z powodu ospy. Do pierwszej klasy poszłam do muzycznej szkoły. Była to ogólnokształcąca szkoła więc miałam oprócz muzycznych również normalne przedmioty w jednym budynku. Uczyłam się gra na fortepianie chociaż bardzo chciałam na flecie lub harfie. Przez pierwsze dwa lata non stop chorowałam. Nawet do pierwszej komunii szłam chora na świnkę. W trzeciej klasie trafiłam do sanatorium. Byłam tam ponad miesiąc. Miesiąc później miałam wycinane migdałki. Pamiętam ten ogromny ból gardła. Kazali mi jeść a ja nie mogłam nic przełknąć. W czwartej klasie było już gorzej bo dwa razy byłam w sanatorium. Piąta klasa była najgorsza. Okropnie się dłużyła. Jako że mój rocznik pierwszy pisał testy kompetencji w szóstej klasie niestety tez musiałam go pisać. Próbny poszedł mi nienajlepiej przez co miałam burę w domu. Główny test poszedł mi już całkiem dobrze. Na tym etapie skończyłam moją edukacje w tamtej szkole. Poszłam do mojego rejonowego gimnazjum. Równocześnie chodziłam do popołudniowej szkoły muzycznej na mój wymarzony flet. Szybko zżyłam się z moją nową klasą. Nic dziwnego że na zakończeniu trzecich klas płakałam jak małe dziecko. Teraz zaczęłam liceum. Kolejny etap życia. Mała, chorowita dziewczynka w liceum. Śmieszne. Chodzę do klasy hiszpańskiej (czteroletniej). Dlaczego? Nie wiem. Taki kaprys. Mam za sobą otrzęsiny i obóz integracyjny. Czemu nie opiszę tych zdarzeń? Nie wiem jakoś tak nie wiem. W domu uważają mnie za nadpobudliwą, agresywną, wredną i złośliwą dziewczynę która jest zdolna do wszystkiego aby osiągnąć swój cel. No cóż wy też tak uważacie?

Temat:
Koniec i początek

Naskrobałam to: 2005-09-01

O godzinie: 13:05:35
skomentuj(3)

Nota by:
Skończyły się wakacje a zaczął się nowy rok szkolny. Dla mnie jest on szczególnie nowy ponieważ poszłam do liceum. Do nowej szkoły i nowej klasy. Wyszłam z domu dużo za wcześnie. Poszłam więc na autobus i dojechałam do dworca gdzie po kupieniu biletów na kolejkę skierowałam się do Empiku. Wychodząc z niego zauważyłam trójkę moich znajomych z podstawówki
Pawła,
Asię i Anię. Cała trójka dostała się do 2LO Asia i Paweł do europejskiej a Ania do politechnicznej:) No dobra poszłam z nimi do mojej podstawówki ale nikogo znajomego nie spotkałam oprócz kilku nauczycielek które nawet mnie nie poznały:P O 9.30 miałam kolejkę. Dojechałam na Zaspę i skierowałam się w kierunku mojej nowej szkoły. Przed budynkiem spotkałam Asię (z SM) z jakimiś koleżankami. Za chwilkę zobaczyła mnie Martyna (też z SM) a na Sali gimnastycznej która była 10 razy większa od tej mojej z gimnazjum spotkałam jeszcze Anię (z byłej IIIc) i Patrycję (kiedyś chodziła do mnie do budy). Aha no i jeszcze Krzyśka którego poznałam na teście wstępnym:) Nasza nowa wychowawczyni… No może jest całkiem spoko ale jest już stara i uczy historii. Klasa liczy sobie skromnie 31 osób w tym 7 chłopaków:P W ławce usiadłam z Anią. Kiedy babka podawała nam nowy plan lekcji Ania spytała z kim będziemy mieli historię a Agnieszka genialnie krzyknęła Z NIĄ!! Oczywiście nawet pokazałam palcem. Może nie usłyszała… Oby. Jutro mam już 4 godziny hiszpańskiego:P A w poniedziałek lekcje naczynam o… 7.10 (!) No to ciekawe o której będę musiała wstać… Potem mieliśmy naszą pierwszą wycieczkę klasową:) Kit z tym że tylko po szkole:) No zobaczymy ile razy się w niej zgubię:P Wracałam kolejką z takimi dwiema dziewczynami. Z Hanią i Magdą (o ile dobrze pamiętam) Hmmm zapowiada się całkiem fajnie:) Jeszcze dzisiaj czeka mnie rozpoczęcie w SM. Łeee nie chce mi się jechać ale cóż muszę. Na pewno humor mi się poprawi jak zobaczę Wiolę;) I na pewno się zepsuje jak zobaczę K co MW. No dobra kończę papa i buźka:*

Temat:
Koncert i nowy lay

Naskrobałam to: 2005-08-28

O godzinie: 13:36:02
skomentuj(4)

Nota by:
No więc 26 sierpnia w Stoczni Gdańskiej odbył się koncert. Gwiazdą był oczywiście sam Jean Michele Jarre. Niestety przed nim jako support grał Stanisław Sojka którego osobiście nie znoszę. Stałam z mamą, bratem i znajomymi rodziców w sektorze A3. Mój tata jako zawodowy muzyk śpiewał w chórze akademickim (na co dzień tego nie robi) razem z Jarre’m. Kto był tam albo oglądał to wydarzenie w telewizji na pewno słyszał chór chociażby w pieśni „Mury”. Byłam (i nadal jestem!) pod wielkim wrażeniem. Pokaz sztucznych ogni był po prostu nieziemski! Tak dokładnie synchronizowany z muzyką Jarre’a. Wszystkich ludzi którzy zgromadzili się w Stoczni Gdańskiej było około 120 tysięcy (!) Koło nas zrobił się szczególny ścisk bo jakieś 2 metry obok stał stary facet który dwa razy publicznie się wyszczał:/ To było obrzydliwe… Ale trzeba przyznać że w parę minut po tym miał wokół siebie puste koło o promieniu kilku metrów. Szkoda tylko że w taki sposób. Mojego brata kolejne dwie osoby pomyliły z dziewczyną. Najpierw przy przeszukiwaniu w wejściu ochroniarz wydarł się do niego: PANIE NA PRAWO! Wtedy moja mama krzyknęła: Ale to jest chłopiec! Ochroniarzowi zrobiło się głupio. Drugi raz gdy Michał stanął na jakiejś folii usłyszał: Przepraszam MOGŁABYŚ zejść? Biedny… W sumie na nogach byliśmy 6 godzin. (od 18 do północy) Moja mama i mój brat ledwo to przetrzymali. W sumie ja też. Jedyne czego żałuję to to że prawie nic nie widziałam:( Jak stanęłam na palcach to mogłam zobaczyć jedną piątą ekranu. Po koncercie udaliśmy się na piechotę do domu. Tata przyjechał godzinę po nas. Na drugi dzień spytałam się go czy ma autograf Jarre’a. Powiedział że nie:( Podobno wszyscy obiecali że on przyjdzie do chóru. Ale niestety nie przyszedł więc mój tata i cała reszta zaczęli się zbierać. Jak wychodzili usłyszeli w sali obok brawa itd. Spojrzeli i zobaczyli wielki bankiet dla… obsługi technicznej (!) Oczywiście Jarre też tam był. Cały chór stanął w drzwiach i po prostu słuchał przemówienia Jarre’a dopóki nie przyszedł ochroniarz z tekstem że to impreza zamknięta. Tata stwierdził że nie będzie się z nim wykłócał i poszedł do baru na piwo. Wtedy dyrygent chóru (dobry znajomy rodziców ^^) zobaczył że ci wszyscy ochroniarze robią sobie fotki z Jarre’m itd. Wkurzył się i wszedł na chama do tej sali i skierował się prosto do Jarre’a przedstawił się i cały chór mógł już wejść po autografy, uścisk dłoni itd. Oczywiście mój tata dowiedział się o tym ostatni i kiedy poszedł do tej Sali Jarre już wychodził. W sumie to szkoda:( Wczoraj wieczorem tata chwalił się koszulką z logiem koncertu. Może mi nawet taką załatwi? Kto wie…
***
A co do nowego lay’a to zrobiłam takiego bez żadnej gwiazdy. Dlaczego? Szczerze nie chciałam. A ten mi się podoba. Jest taki uniwersalny ;)
No dobra kończę już więc pozdrowienia dal wszystkich. Buźka:*

Temat:
Jerry!!! Jerry!!! --> czyli jak było na wsi:]

Naskrobałam to: 2005-08-21

O godzinie: 21:49:31
skomentuj(1)

Nota by:
Po pierwsze wcale nie żałuję że pojechałam. Żałowałabym gdybym nie pojechała. Raniutko wyjechaliśmy. Jakoś po 6. Całą drogę moje biedne uszy były bombardowane muzyką płynącą z discmana:] Dojechaliśmy do Potworowa koło w pół do 18. Mój wujek chce prowadzić agroturystykę więc nasze pokoje były w drugim budynku:] Od przyszłego roku oficjalnie ma to być gospodarstwo agroturystyczne. Rozpakowaliśmy się i poszliśmy się przywitać z resztą rodziny. Adrian czyli jeden z moich kuzynów nic się nie zmienił a widziałam go ostatnio dwa lata temu a Krystian (brat Adriana) czyli mój najukochańszy na świecie kuzynek ;) TROCHĘ urósł:] Oczywiście ciocia przygotowała kolację a potem my zmęczeni podróżą poszliśmy spać;) Kolejnego dnia po śniadaniu Michał z Krystianem grali na PS2 w GTA San Andreas. Gra była świetna zważając na to że Michał cały czas łaził z piłą motorową i wszystkich po kolei rżną. Ciekawe… Koło południa pojechaliśmy z rodzicami, Michałem i Krystianem do Dusznik. Była tam jakaś impreza więc mój tata znalazł sobie świetną okazję do wypicia kilku piw. Nam dali kasę na lody. Po jakimś czasie siedzieliśmy za sceną przy placu zabaw i gadaliśmy. Kawałek dalej usiadło trzech oblechów z piwami. Kiedy tata zadzwonił do mnie wróciliśmy do rodziców. Następnie poszliśmy na spacer do parku zdrojowego. Michał miał na sobie czarną koszulkę z wizerunkiem Leppera (który na niej ma być podobny do kubańskiego rewolucjonisty) i napis CHEPPER. Jakiś facet co szedł z kobietą wskazał na Michała i powiedział do tej dziewczyny „Paaaatrz” i tak się zapatrzył że prawie w drzewo wleciał ;) Wracając z Dusznik zajechaliśmy jeszcze do Szczytnej i tam zjedliśmy frytki i mieliśmy okazje zobaczyć licytację ogromnego misia:] Wróciliśmy do domu i Michał dorwał się do komputera i graliśmy we trójkę w Herosów. Tak zleciał kolejny dzionek:) Nazajutrz była fatalna pogoda więc pojechaliśmy do Złotego Stoku zobaczyć kopalnie złota. Byliśmy tam koło 12, a bilety dostaliśmy dopiero na 13:45 więc moja mama wymyśliła żeby w między czasie pojechać do zamku w Kamieńcu. Przyjechaliśmy ale nie było przewodnika a nie mieliśmy tyle czasu żeby czekać więc zamówiliśmy sobie coś do picia i wróciliśmy do kopalni. Mieliśmy jakiegoś pedalskiego przewodnika:/ Gadał coś że zaraz wejdziemy na chodnik śmierci a teraz jest czas że by zadawać pytania w związku z nim. Więc padło pierwsze pytanie: Co tam jest? Przewodnik genialnie odpowiedział że chodnik. Drugie pytanie: Dlaczego śmierci? Kolejna odpowiedź przewodnika brzmiała że zginęła tam osoba która zadawała za dużo pytań. No i to był koniec pytań. Przeszliśmy się tą kopalnią i pedał (przewodnik) podzielił nas chwilowo na dwie grupki aby zobaczyć podziemny wodospad. My byliśmy w tej drugiej. Pedałek powiedział całej naszej grupce że chwilowo mianuje swojego zastępcę aby nas przypilnował. Wiecie kto nim został? Mój kochany braciszek Michał. Dostał na chwilkę odznakę przewodnika i się podniecał. Gdy cała nasza grupka się zebrała jakiś facet do Michała powiedział PANI PRZEWODNIK (i to kilka razy) Ja z Krystianem zaczęliśmy się śmiać a Michał się delikatnie mówiąc wkurzył. Potem pedałek nas zawołał i zabrał Michałowi odznakę. I to by było na tyle jeśli chodzi o kopalnie. Wróciliśmy do domu i zaczęliśmy grać na komputerze. Potem był czas na grilla;) Następnego dnia byliśmy na zamku w Książu. Muszę przyznać że zrobił na mnie duże wrażenie. Wracając zajechaliśmy do Aquaparku. Oczywiście Michał zjeżdżał na zjeżdżalni tak wolno że gdy wpadał do basenu to wszyscy się śmiali. Oprócz zjeżdżalni byliśmy w jacuzzi i w saunie (raz z Michałem rodzicami i Krystianem a drugi raz tylko z Krystianem) Jeny jak tam było gorąco 90 stopni:] Następnego dnia pojechaliśmy na szczelinie zobaczyć skały. Oczywiście kto mnie zna to wie jak ja lubię się wspinać po górach szczególnie z moją astmą i kondycją równą zero. Szkoda że było mokro i mnóstwo błota:( Ale skały były świetne:) Wracając zajechaliśmy do Wambierzyc zobaczyć sanktuarium i do Polanicy na obiad. Po jedzeniu poszliśmy z Michałem na lody (Krystian z nami nie pojechał) Kupiliśmy sobie po 4 gałki:P Wróciliśmy do Potworowa i Michał dorwał się do PS2 i oczywiście GTA. Do nas przyjechali kolejna ciocia z wujkiem. Przywitaliśmy się. Wujek patrząc na Michała powiedział: A to też dziewczyna?
Biedny Michał… Dalej standardowo kolacja i spać:] Kolejnym dniem był 18 sierpnia:) Czyli moje rodzinki. Tak przy okazji dziękuję wszystkim za życzenia:* No więc dziękuję:
Rodzicom
Michałowi (który obudził mnie „śpiewając” STO LAT)
Babci i dziadkowi
Mojemu chrzestnemu
Krystianowi
Groszkowi
Gabrysi
Pawłowi
Wiolusi
Danielowi
Szczurowi
Marysi
Wielka BUŹKA dla was:*:*
A na resztę mam focha:[
No dobra tego zaszczytnego dnia pojechaliśmy do Czech dokładniej do Adrszpachu. Tam jest wielkie miasto skalne. No muszę przyznać że nasz Szczeliniec to maleństwo. W Czechach skały miały wysokość kilkunastu metrów [!] Wracając zajechaliśmy w Kudowie do cukierni na torta z okazji moich urodzin:] W domku zjedliśmy kolację i razem z Michałem i Krystianem oglądaliśmy Jerry’ego Springera (patrz tytuł notki) To jest takie głupie że aż śmieszne:P Jacyś faceci przebrani za kobiety się biją itd. Było śmiesznie bo Michał non stop zmieniał miejsca na których siedział (z kanapy na drugą kanapę, z drugiej kanapy na fotel itd.) A ja trzymałam głowę na ramieniu Krystiana i tu się zaczęły rozmowy tego typu: Co Kuzynku? Nic Kuzynko. Jak Jerry się skończył oglądaliśmy jakąś śmieszną bajkę na Jetixie :] No i niestety poszliśmy spać. Następnego dnia pojechaliśmy do Srebrnej Góry obejrzeć forty (też mi atrakcja gdy mam forty po drugiej stronie ulicy i nawet jest ich więcej) Oczywiście rodzice musieli sobie wymyślić aby stanąć samochodem jak najdalej żeby jak najdłużej wchodzić pod górę:/ MASAKRA. Jakoś to przeżyliśmy. Potem pojechaliśmy do Kłodzka na obiad. Mama chciała początkować pozwiedzać miasto ale byliśmy tacy najedzeni że skierowaliśmy się prosto do samochodu. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze w Bardo i obejrzeliśmy ruchomą szopkę :P W domu wieczorem to samo. Rodzice siedzieli i pili w kuchni a Ja Michał i Krystian oglądaliśmy Jerry’ego. Standardowo trzymałam głowę na ramieniu Krystiana a on położył swoją głowę na mojej. Wtedy były rozmowy tego typu: Co kochany kuzynku? Nic kochana kuzynko. Po Jerry’m znowu oglądaliśmy tą bajkę i poszliśmy spać. Ostatniego dnia wykręciliśmy się z Michałem z wycieczki do Polanicy. Ostatecznie pojechali sami rodzice. Wersja miała być taka że my mieliśmy jechać z wujkiem w pole ale nie chciało nam się:P Krystian cały czas czekał na skuter który mieli przywieźć z Wrocławia. W końcu przyjechał. Najpierw formalności związane z fakturami itp. To załatwili Adrian i ciocia. Jechałam z Krystianem po szosie do domu drugiej cioci i powrotem. Niby jechał tylko 40 na godzinę ale wydawało się szybko. Potem pojechaliśmy na boisko i do sklepu:P Fajnie tak się jeździ:] Popołudniu przyjechali rodzice i zjedliśmy obiad. Po obiedzie znowu skuter xD No i tak do samego wieczora. Przy kolacji wujek powiedział że jak tylko zobaczy Krystiana ze skuterem na szosie to ta przyjemność szybko się skończy. Wieczorem znowu Jerry Springer. Tym razem moje dialogi z Krystianem znowu zostały ulepszone: Co najukochańszy na świecie kuzynku? Nic najukochańsza na świecie kuzynko. Tym razem nie oglądaliśmy bajki na jetixie bo poszliśmy wcześniej spać. Nazajutrz wyjechaliśmy koło w pół do 5 rano. W Gdańsku byliśmy koło 13.No cóż ten tydzień naprawdę był super:( Szkoda ze tak szybko się skończył ale nic nie trwa wiecznie. Pozdro i buźka:*

Temat:
Kolejny wyjazd...

Naskrobałam to: 2005-08-12

O godzinie: 20:58:02
skomentuj(4)

Nota by:
Niby dopiero wróciłam z Bułgarii a to już ponad 2 tygodni minęły:( Mój brat też dopiero co wyjechał a już jest w domu i okupuje komputer od 6 rano. Jaki z tego morał? Wakacje się ZA SZYBKO kończą! Te dwa miesiące się za bardzo śpieszą;) Jeszcze troszkę ponad 2 tygodnie sierpnia zostały:( No dobra przejdźmy do rzeczy. Jutro około 6 rano wyjeżdżam z rodzinką do kotliny kłodzkiem. Dokładniej jedziemy na wieś do rodzinki. Ta wieś charakteryzuje się piękną nazwą: POTWORÓW. Cudownie… Z tego co mówiła moja mama to nie będziemy prawie w ogóle siedzieć w domu tylko chodzić po górach i ogólnie zwiedzać okolicę:/ (A ja już myślałam że będą jakieś plusy tego wyjazdu ale jak zwykle się pomyliłam) No cóż w Gdańsku zaczął się już jakiś czas temu Jarmark Dominikański. Byłam kilka razy i muszę powiedzieć że jak zwykle jest to samo co było w zeszłym roku itd. Czasem fajnie tak połazić między sklepikami i pooglądać różne drobiazgi :] Szkoda tylko że pogoda jest kiepska:( Prawie cały czas pada deszcz. Już drugi rok z rzędu gdańska pogoda jest okropna. Kto tu mieszka albo chociaż był w te lub poprzednie lato to wie. Dzisiaj musiałam iść z psem do babci do Wrzeszcza bo Nutka z nami nie jedzie:( Biedny piesek będzie tęsknił… Zresztą ja też:P No dobra kończę. Rozpiszę się pewnie bardziej jak wrócę. W sumie to może nie będzie tak źle… Pozdro dla wszystkich i Buźka :*
P.s: Pamiętajcie o 18 sierpnia ;)

Temat:
I po obozie:(

Naskrobałam to: 2005-07-27

O godzinie: 21:09:46
skomentuj(6)

Nota by:
Na obozie było po prostu SUPER:) Wyjechaliśmy z Gdańska 14 lipca o godzinie 12 w południe. Pierwszą osobą jaką poznałam była Martyna (pozdro:*) potem zapoznałam się z Olą, Martą i Martą (pozdro:*) Z Gdańska jechało jeszcze dwóch chłopaków ale zbyt się alienowali i nie chcieli gadać z nami. Na początku było fajnie. Mieliśmy mnóstwo tematów do rozmowy itd. W Bydgoszczy koło 15:30 wsiadła do autokaru Agnieszka (pozdro:*) Wtedy zapoznałam się z chłopakami. Byli to Mateusz i Grzesiek (pozdro:*) Oboje mieli po 14 lat. Następnym przystankiem miała być Łódź ale w między czasie zrobiliśmy sobie postój na obiad. Zjadłam sobie hamburgera. Czekaliśmy na wychowawcę (Grzegorza) i kierowców przed wejściem do baru. Jakiś mały dzieciak najpierw oblewał nas soczkiem a potem zaczął rzucać kamieniami. Agnieszka przytrzymała drzwi aby nie mógł wyjść i rzucić w nas kolejną porcją kamieni którą już trzymał w ręce ale mały walnął nimi w drzwi i jego matka zabrała go:P jechaliśmy dalej. O 20:30 zajechaliśmy do Łodzi. Wsiadło tam ponad 30 osób i dwie grube baby. Z kilkoma osobami się zapoznałam ale i tak nie z wszystkimi:( Za dużo ich było. Jeszcze w Częstochowie wsiadły 3 dziewczyny i w Koziegłowach 2. W sumie z Gdańska jechaliśmy 47 godzin (!) Na granicy rumuńsko bułgarskiej staliśmy 2 godziny. Ja nawet zasnęłam z paszportem w ręcę:P Do Złotych Piasków dojechaliśmy koło 11 (naszego czasu) W Bułgarii jest godzina później niż u nas. Już na początku była afera. Rezydentka podzieliła nasz autokar na dwa hotele. Protesty nie pomogły. Ja siedziałam z tyłu i w hotelu byłam z całym przodem:P No cóż trudno… Ogólnie w naszym hotelu byli: Ja, Martyna, Marta, Karolina, Marta, Marlena, Kamila, Kuba, Fafik, Zielu, Grzesiek, Mateusz, Goły i Paweł. Na początku miała być jeszcze Ola ale przeniosła się do hotelu obok bo tam były jej kumpele. W pokoju byłam z Martą i Karoliną. (Początkowo jeszcze z Olą) Złożyłyśmy kanapę i pokojówki zabrały nam pościel. Rozpakowałyśmy się i zaczęły się wakacje. Najpierw musieliśmy się lepiej poznać. Gadaliśmy o sobie długo:P Ogólnie kąpaliśmy się w basenie, opalaliśmy się itd. Nie mieliśmy jakiegoś konkretnego programu. Co dwa dni chodziliśmy na dyskoteki do Maliku. Zazwyczaj mieliśmy czas do 3 rano. Niektórzy to tylko tam szli po to aby się nachlać. W sumie to chłopacy pili prawie cały czas:) Za bardzo to się nie opaliłam ale trochę tak. Po pewnej dyskotece razem z Martą tam nam odbiło że o 4 nad ranem wbiłyśmy się do dziewczyn z Lublina które miały pokój obok. Weszłyśmy tam przez balkon. Obudziłyśmy Gośkę i z nią gadałałyśmy. Oczywiście na drugi dzień Gosia nic nie pamiętała:P Tej samej nocy rozłożyłyśmy sobie dmuchane materace na tarasie i tam spałyśmy. Koło 6 rano jak Marlena, Kamila i Marta wróciły po kryjomu z dyskoteki poszły się kąpać do basenu. Marta dołączyła do nich tylko że weszła do basenu w piżamie:P Aha wcześniej poznaliśmy na plaży Martę i Przemka (studentów) są kuzynami i mieszkali w hotelu niedaleko naszego. Właśnie tej nocy spali w naszym hotelu. Marta u nas a Przemek u dziewczyn. Jedzenie zazwyczaj było OKROPNE. Ale przynajmniej desery pyszne:) Żywiłam się tam kebabami itd. W ciągu całego pobytu Grzesiek i Mateusz wrzucili mnie 8 razy do basenu (oczywiście w ubraniu). Niestety mimo moich OGROMNYCH chęci nie udało mi się żadnego z nich wepchnąć do wody:( Pod koniec pobytu oczywiście genialna Aga musiała zbić szybę w oknie pokoju ;] I tak było już pęknięte. Ja tylko zamykałam drzwi do balkonu. Najlepsze było to że Przemek był na naszym balkonie i ta szyba prawie spadła na niego:) Tego samego wieczoru tyle że wcześniej wszyscy chłopacy, Marta i Przemek zwalili się do nas do pokoju i pili wódkę o smaku marihuany (u nas chyba czegoś takiego nie ma). Fafik nalał do plastikowych kubeczków każdemu trochę wódki i na chwilkę gdzieś wyszedł. Zaraz potem przyszedł Paweł. Po 5 minutach usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Otworzyliśmy bo myśleliśmy że to Fafis. Niestety to nie był Fafis tylko Szympans (nasz wychowawca). Delikatnie mówiąc się wkurzył i wylał wszystko co było w kubeczkach:/ Marcie i Przemkowi kazał natychmiast wracać do swojego hotelu. No i właśnie Przemek ukrywał się na naszym balkoniku i szyba się zbiła:P Po tym jak szympans odkrył że u nas w pokoju jest za dużo osób zaczął chodzić po pokojach. Troszkę się wkurzył jak o 3 w nocy nie było trzech dziewczyn z innego pokoju. Jak zwykle wymknęły się z jakimiś Bułgarami na dyskotekę. Szympans czekał na nie w hotelu. Był TROSZKĘ wkurzony. Następnego dnia jechaliśmy (z naszego hotelu 4 osoby) do Neseberu. Tam było pięknie. Kilka 1000 letnich cerkwi. Szkoda że w większości to były ruiny. Ale i tak robiły wrażenie. Mieliśmy też wycieczkę promem dookoła półwyspu. Wróciliśmy wieczorkiem. Karolina powiedziała że rano przyszły sprzątaczki i od razu poszły na balkon sprzątnąć szkło a ona poleciała do Szympansa powiedzieć mu o szybie. Przyszedł do nas do pokoju i zaczął przyglądać się pozostałym oknom i powiedział że wcale się nie dziwi że ta szyba się zbiła. Następnego dnia po południu mieliśmy wycieczkę do Bałczika i na Kaliakrę. Tym razem od nas z hotelu były 3 osoby. O mało co nie spóźniłyśmy się na autokar. W Bałcziku zwiedzaliśmy rezydencje rumuńskiej królowej i wielki ogród. Mam mnóstwo zdjęć jak ktoś chce zobaczyć to zapraszam do mnie:P na Kaliakrze wypatrywaliśmy delfinów które tam żyją ale nie zobaczyliśmy:( Mam zdjęcie na najbardziej wysuniętym w morze punkcie na całym półwyspie:) Wróciliśmy wieczorkiem. Ostatniego dnia wstałyśmy wyjątkowo wcześnie aby się spakować. O 10 musieliśmy się wyprowadzić z pokoi. Siedzieliśmy aż do 17:45 na korytarzu z bagażami. Hotel wyliczył że nasz pokój powinien zapłacić: 25 lewa za zbitą szybę, 15 lewa za brak jednego ręcznika i 10 lewa za brak pościeli (1 lewa to około 2,50 zł). Pościeli nie miałyśmy bo pierwszego dnia zabrały ją sprzątaczki czego się świetnie wypierały, ręcznika nie miałyśmy od początku a szyba i tak była już pęknięta. Szympans się z nimi kłócił. W naszym pokoju zebrała się chyba cała obsługa hotelu łącznie z kierownikiem:) Nikt nawet nie zwrócił uwagi na piwo które stało na środku stolika bo zapomniałyśmy je wyrzucić:P Powrót zleciał o wiele szybciej. Po prostu prawie cały czas spałam:) Z większością się pożegnałam (głównie tymi z naszego hotelu). Wymieniliśmy się numerami komórek i gg ale pewnie kontakt utrzyma się koło miesiąca. Prawie zawsze tak jest:( Na koniec jeszcze pare słów o Zielonym Pedale. Był to pewien 19 letni chłopak który strasznie się tym podniecał. Kiedy szliśmy na miasto ulicą i jechał samochód szympans kazał zejść na chodnik. Wtedy Zielony Pedał krzyczał że mamy zejść na chodnik i się go słuchać. Szympans powiedział mu że to on jest tu wychowawcą a Zielony Pedał powiedział swój ulubiony chyba tekst: :Aaaa!!! Ja mam 19 lat!!! Wcześniej Zielony Pedał chciał aby ktoś mu kupił piwo (oczywiście za jego pieniądze). Nie wziął tego piwa więc 3 dziewczyny z Lublina poszły mu je zanieść. Kiedy weszły do jego pokoju zaczął się pluć że tak późno mu to piwo przyniosły. Powiedział: Aaaa ja mam 19 lat a wy ile macie 13? No co one mu powiedziały: Nie. 16! A on znowu: Aaaa ja mam 19 lat! Wy nie wiecie co ja mogę wam zrobić!!! Jeny jaki to był idiota!!! Normalnie żal mi go… Szkoda że ten obóz tak szybko się skończył:( Jeszcze niedawno się zaczął… No dobra czas leci. Mój brat jutro jedzie na obóz do Iławy. Szczerze to nie wiem co jeszcze napisać. Miałyśmy z Martą plan aby pójść razem na rozpoczęcie jarmarku dominikańskiego. Zobaczymy czy coś z tego wyjdzie… 3majcie kciuki:* Pozdro dla wszystkich którzy tutaj czasem zaglądają:)
P.s. Rozpisałam się troszkę…:)